„MŁODZI GNIEWNI” – KRZYSZTOF DOBRZYCKI


Nowy sezon, nowe wyzwania, nowe mecze i oczywiście nowi sędziowie. A jak nowi sędziowie to i nowe historie. O swojej opowiedział nam Krzysztof.

 

Skąd siatkówka w moim życiu ? – tak jak wielu moich kolegów wychowanych na wsi, grało się w piłkę na boisku szkolnym. Po szkole lub w każdej wolnej chwili, brakowało nam tego jak rybie wody na piasku. Po jakimś czasie i to nam zabrano bo zaczęto rozbudowywać szkołę, wtedy pojawił się policjant z naszej wsi. Grał on w siatkówkę i zaproponował nam, że możemy sami zrobić boisko do „siatki”, jeśli tylko chcemy.

Zapału nam nie brakowało. Po niecałym tygodniu boisko było gotowe. Zaczęliśmy się spotykać, a nowy policjant powoli wprowadzał nam abecadło siatkówki.

Po roku grania zdobyliśmy pierwszy puchar na dożynkach. Później była szkoła średnia w Stargardzie, gdzie przez dwa lata byliśmy na pierwszym miejscu. Po szkole wojsko, i tam też nie zabrakło grania. Za wygrany mecz  trzy dni urlopu. Może mi nie wierzycie, ale często bywałem w domu i u dziewczyny (obecna moja żona). A tak w nawiasie to żonę też poznałem w szkole na treningu siatkówki.

Po kontuzji, której nabawiłem się ponad dziesięć lat temu, musiałem stopniowo odpuścić siatkówkę , ale jak to się mówi, że jak ktoś pokochał tę dyscyplinę, to tak łatwo  się z niej nie rezygnuje. Chodzę od czasu do czasu i pogrywam w siatkę, bo graniem to bym nie nazwał.

Pewnego dnia z kolegami zaczęliśmy omawiać pewne zajścia w grze. Jeden z kolegów powiedział, że najlepiej będzie jak byłbym sędzia.

Cóż było robić. Poszukaliśmy informacji o kursach na sędziego, i tak jestem tu razem z Wami. Kolega nie dotrwał do końca.

Po kursie jak to po kursie, było fajnie, człowiek czuł się czasami jak szkolniak za dawnych lat.

Sędziowanie w SALPS-ie?  Na początku raz było dobrze, raz źle, jak to zawsze bywa, ale mi to nie przeszkadza. Grunt, to żeby mieć kontakt z siatkówką, a piłka niech lata jak najdłużej.

 

Dodaj komentarz