SĘDZIA ZZPS – HUBERT KACZMAREK


Sędzia – (były) zawodnik to obecnie często spotykana sytuacja. Wiele perspektyw „widzenia” piłki ułatwia i w sędziowaniu, i uprawianiu siatkówki. Hubert zaczął od SALPS-u, ale cała jego przygoda z gwizdkiem jest trochę bardziej skomplikowana niż zwykle.

Ciągle tylko sędziujesz i sędziujesz. Ile to już lat?
Uzbierało się już 12 lat

Zaczęło się od?
Grałem w SALPS i chciałem spróbować swoich sił po tej „drugiej” stronie.

Ile lat zajęło Ci dostanie się na „szczebel”? Zaczynając, przypuszczałeś, że za kilka lat będziesz tu gdzie teraz?
Po zdaniu kursu na sędziego marzenia były, a może tak sędzia szczebla centralnego?! Dużym doświadczeniem było sędziowanie Szczecińskiej Amatorskiej Ligi Piłki Siatkowej.
W 2010 roku po 5 latach sędziowania zostałem wytypowany jako kandydat na kurs na szczebel. W tamtym czasie można było wytypować 2 sędziów na kurs. Jechałem na ten kurs jako ten drugi na tzw. „przetarcie szlaku”. Miałem zobaczyć, jak to jest. A na kursie okazało się, że przez testy przebrnąłem tylko ja. Sędziowanie zaliczyłem i tak od 7 lat jestem sędzia szczebla centralnego.

W województwie jest ograniczona ilość sędziów, którzy mają takie same uprawnienia jak ty. Nie wszyscy z nas jeżdżą w świat. Nie jest to trochę monotonne, podróżowanie z tymi samymi osobami? Pewnie to pozytyw, jeździć ze swoimi, ale czy czasami nie masz dosyć?
Nie jest to monotonne. Ale ułatwia sędziowanie. Sędziowanie traktuję jako hobby, zabawę. Jedyny minus to spędzanie dużej liczby godzin w samochodzie. Czasami podróże bywają łączone. Mamy mecze blisko siebie, to łączymy wyjazdy, żeby było taniej i weselej 

Masz ochotę na coś więcej?
Jakbym napisał że nie to bym skłamał ale życie i „układy” weryfikują swoje dążenia.

Pamiętasz swój pierwszy mecz?
Dokładnie to nie. Na pewno był to mecz SALPS’u, bo jako jeden z dwóch kandydatów po skończeniu kursu dostąpiliśmy zaszczytu przez Pana Zbigniewa Maciejewskiego, by znaleźć się w gronie sędziów gwiżdżących mecze SALPS’u.

Jaka była najdziwniejsza sytuacja, z jaką spotkałeś się podczas sędziowania jakiegoś meczu?
Było ich wiele. Jedną z nich było trzykrotne awarii prądu na meczu w Międzyrzeczu i mecz przedłużył się o około 1,5 godz. Inną – było wtargnięcie pijanego kibica na boisko, który chciał „poprzytulać” się do zawodniczek. Ostatnio także trafiliśmy na przerwanie meczu z powodu oczekiwania na karetkę. Jeden z zawodników zgłosił nam bóle serca – było to dosyć dziwne i niecodzienne doświadczenie.

Masz jakiś specjalny rytuał przed każdym meczem? Całowanie gwizdka, kartek?
Nie mam.

Stresujesz się przed zawodami czy podchodzisz do tego na zupełnym luzie?
Ani jedno ani drugie. Do każdego spotkania podchodzę tak samo – czyli jak do wypełnienia swojej pracy. Jak już wspomniałem, sędziowanie traktuje jako hobby, ale staram się wykonywać tę „pracę” z należytą starannością.

Wielu sędziów mówi, że gdy mają na meczu sędziego kwalifikatora, to w większości skupiają się na nim, a nie na spotkaniu. Masz jakąś specjalną metodę na takie mecze?
Jak były to pierwsze mecze na szczeblu, to stres był ogromny. Jednakże z biegiem lat stres maleje. Na pewno gdy na meczu jest kwalifikator to staram się nie patrzeć na niego, ale są też kwalifikatorzy, którzy w trakcie meczu umieją podpowiedzieć lub docenić dobrze podjętą trudną decyzję.

Masz rodzinę, dzieci, pracę. Jak trudno jest godzić rolę bycia rodzicem, pracownikiem, a sędzią?
Jest ciężko, ale rodzina mnie wspiera bo wie, że mam ogromną frajdę z sędziowania i sprawia mi to przyjemność i odprężenie.

Sędziujesz Szczecińską Amatorską Ligę Piłki Siatkowej. Patrząc teraz pod kątem młodych sędziów. Wielu z naszych sędziów szczeblowych właśnie od SALPS-u zaczynało swoją „wielką przygodę”. Co daje taka liga i możliwość jej sędziowania?
Ilość meczów, doświadczenie, nauka trudnych sytuacji czy też „trudnych” zawodników, co później można spotkać też na szczeblu.

Jaki jest przepis na sukces?
Sukcesem dla mnie jako sędziego jest to, by przesędziować mecz tak, by po spotkaniu nikt nie pamiętał kto go sędziował.

MS

Dodaj komentarz