SĘDZIA ZZPS – ARTUR DZIĘCIELSKI

 Artur to przedstawiciel sędziów halowych i plażowych. Ciągle ma dużo roboty, ale stara się jakoś to wszystko pogodzić. Siatkówkę poznał w szkole i ciągnie się to za nim do dzisiaj.

1. W porównaniu z „grubymi rybami” naszego województwa jesteś jeszcze młokosem. Ile już dokładnie sędziujesz?
Z tego co pamiętam od 2009 roku 

2. Zaczęło się od?
W „siatę” zacząłem grać w liceum, ale nie groziło mi zostanie drugim Plińskim, więc postanowiłem przejść na drugą stronę barykady. Znałem Grześka Sołtysiaka, zapytałem się co i jak i po jakimś czasie odezwał się, że jest organizowany kurs. I tak się zaczęło… Grzesiek i ś.p. Wojtek Klęsk od początku inwestowali we mnie

3. Ile lat zajęło Ci dostanie się na „szczebel”? Zaczynając, przypuszczałeś, że za kilka lat będziesz tu gdzie teraz?
Awansowałem po 5 latach. W momencie startu to na pewno nie był mój cel, natomiast jak człowiek poukładał już sobie wszystkie sędziowskie klocki, to oczywiście stało się to celem,
myślę, że jak u każdego. Chociaż myślałem, że szansę dostanę dwa lata później.

4. W województwie jest ograniczona ilość sędziów, którzy mają takie same uprawnienia jak ty. Nie wszyscy z nas jeżdżą w świat. Nie jest to trochę monotonne, podróżowanie z
tymi samymi osobami? Pewnie to pozytyw, jeździć ze swoimi, ale czy czasami nie masz dosyć?
Zdecydowanie nie. Jestem jedyny z Koszalina na poziomie 2 ligi, więc jeżdżę reguły z koleżankami i kolegami ze Szczecina, a z nimi jednak nie widuję się zbyt często, także to żadna monotonia.

5. Masz ochotę na coś więcej?
Na pewno się nie nastawiam… Staram się sędziować jak najlepiej, a co z tego wyjdzie – zobaczymy.

6. Pamiętasz swój pierwszy mecz?
Tak – mini siatkówka, więc bez większych emocji  pierwszy raz „na słupku” – na turnieju amatorskim w Szczecinie (niestety nie pamiętam nazwy [Salps dla Hospicjum (red.)]) i było
to podsumowanie kursu sędziowskiego.

7. Jaka była najdziwniejsza sytuacja, z jaką spotkałeś się podczas sędziowania jakiegoś meczu?
Chyba takie jeszcze przede mną. Chociaż kiedyś na „plażówce” zawodnicy tak zaorali boisko, że dokopali się do gliny i… odmówili dalszej gry. Na szczęście Komisarz i Sędzia Główny
pogrozili palcem i udało się dograć mecz.

8. Masz jakiś specjalny rytuał przed każdym meczem? Całowanie gwizdka, kartek?
Nie. Jako SI zawsze mówię na samym początku jedno-dwa zdania do siebie, typu „no to jedziemy z koksem”  nic poza tym.

9. Stresujesz się przed zawodami czy podchodzisz do tego na zupełnym luzie?
Niestety tak. Co bym nie robił mój organizm będzie się stresował i to nawet kilka dni przed meczem. Temat raczej nie do przeskoczenia. Na szczęście po jednej-dwóch pierwszych
piłkach meczu wszystko puszcza.

10. Wielu sędziów mówi, że gdy mają na meczu sędziego kwalifikatora, to w większości skupiają się na nim, a nie na spotkaniu. Masz jakąś specjalną metodę na takie mecze?
Raczej nie zgodzę się, że nie skupiają się na spotkaniu, natomiast faktycznie czasami za dużo jest spinania się podczas obecności kwalifikatorów. Z naszego punktu widzenia wygląda to
nieraz na polowanie na błędy i uchybienia sędziów, stąd myślę, że takie wrażenie. Wielokrotnie mówi nam się, że sędzia kwalifikator to część komisji sędziowskiej, która ma nam też na meczu pomóc, ale niestety z tym bywa bardzo różnie. Ja żadnej metody na to nie mam. W trudnych czy kontrowersyjnych sytuacjach raczej zawsze spojrzysz na kwalifikatora
czy już czegoś nie pisze, to jest silniejsze 

11. Jesteś także sędzią siatkówki plażowej. Jak nie hala to plaża. Miałeś chwile zwątpienia?
„Plaża” to moim zdaniem siatkówka z całkiem innej strony. Jest bliższy kontakt z trenerami i zawodnikami i często odbywa się wszystko na większym luzie, chociaż i tu spięć nie brakuje.
Jest to świetny „przerywnik” między sezonami halowymi, a i umiejętności sędziowskie można bardzo mocno podszkolić, bo podczas jednego dnia sędziujesz kilka spotkań. Poza tym
turnieje z reguły trwają kilka dni co sprzyja integracji. Polecam zwłaszcza młodym sędziom, którzy nie pracują jeszcze zawodowo. Nie trzeba tu wybierać między halą a plażą, gdyż
sezony są od siebie niezależne.

12. Masz rodzinę, dzieci, pracę. Jak trudno jest godzić rolę bycia rodzicem, pracownikiem, a sędzią?
Lubię spędzać czas z rodziną, więc czasami bywa ciężko, ale teraz jak dzieciaki trochę podrosły jest zdecydowanie łatwiej. Jeżeli chodzi o pracę to tu już bywa różnie. W zeszłym sezonie musiałem się urlopować z/w zawodowych. Zobaczymy jak to będzie w tym roku –póki co problemów nie ma.

13. Jaki jest przepis na sukces?
Coś w stylu „Coco Jumbo i do przodu”.
Ja staram się patrzeć do przodu i nie żałować podjętych decyzji (tych życiowych). Tylko tyle i aż tyle. Dzięki temu jestem tu gdzie jestem.

 

MS

Dodaj komentarz